1.
Przeglądając swoje
zapłakane oblicze w lustrze, dotarła do mnie brutalna prawda.
Wspomnienia BOLĄ bardzo MOCNO.
Widok mojego byłego
kata nie był przyjemny. W ogóle nie należał do miłych widoków. Ten uśmiech, gdy
zauważył, że posyłam mu pełne strachu spojrzenia, mimo barierek i dzielącej nas
odległości. Z trudem udało mi się powstrzymać chęć ucieczki i łzy. A on dalej
przypatrywał mi się z drwiącym uśmiechem.
Koniec ze wspomnieniami. KONIEC, ty
idiotko. Zaczęłam krzyczeć na samą siebie. To chore. ,,Tak samo jak ty kotku” – pełna jadu wypowiedź mojej podświadomości przelała czarę.
W dodatku zahaczyłam ręką o mydło i
zrzuciłam je z szafeczki pod lustrem. To jeszcze bardziej rozsrożyło moją intuicję, która natychmiast obrzuciła mnie
serią epitetów, nienadających się do powtórzenia.
- Chciałam tylko wziąć prysznic i
zmyć z siebie ten ból. – szepnęłam cicho, jakby chcąc uodpornić się i
usprawiedliwić, przed wszystkim co mnie otacza. Zdjęłam marynarkę, koszulę i w
końcu górną część bielizny.
Zerknąwszy mimochodem w
lustro, nogi załamały się pode mną. Dosłownie. Upadłam na zimne kafelki w łazience, nie
poznając siebie i własnych reakcji.
Mając przed oczami twarz oprawcy, zaniosłam
się histerycznym śmiechem.
- Nienawidzę cię. – krzyknęłam,
rzucając w ścianę butelkę mydła, która z głuchym odgłosem wróciła z powrotem na
podłogę. Po chwili wydobywania z siebie dźwięku, którego chyba nie da się
opisać słowami, przyszedł czas na łzy. Spodziewałam się kilku pojedynczych łez,
a z moich oczu wypłynęły ich strumienie. Płakałam nieprzerwanie przez
kilkanaście minut, przyciskając brzuchem i piersi do zimnej podłogi, co tylko
spotęgowało we mnie rosnące uczucie samotności. Całe moje ciało dygotało od
płaczu. Górna część dodatkowo drżała z zimna. Chciałam pozbyć się swego ciała
jak i wszystkich uczuć.
Wyjść z siebie i stanąć obok. Wyrzec
się bólu.
*
Po jakimś czasie tylko
cichy szloch drgał moim ciałem. Usiadła, opierając się o ścianę kręgosłupem. Z
tego miejsca miałam dobry dostęp do papieru toaletowego. Nieprzerwanie urywałam
kawałek i próbowałam zatamować łzy i otrzeć zaczerwienioną i podpuchniętą
twarz. Na pierwszych listkach papieru mokrego od płaczu, zauważyłam rozmazany
tusz; resztki mojego dzisiejszego makijażu. I jak każdej kobiecie zapalił mi
się w głowie bezpiecznik, a pod nim podpis ,,Jak ja teraz muszę wyglądać???’’
Zamarłam.
Moje rozmyślania
przerwał jeden, krótki dzwonek do drzwi. Drzwi, których w tej chwili oślepiona
własnym strachem i innymi emocjami bałam się otworzyć.
Strach niejedno ma imię.
A ja krzyknęłam.
Na moje szczęście, dzięki mojemu
wrzasku nie usłyszałam otwierających się drzwi.
Krzyczałam na tyle, ile pozwolił mi
oddech.
*
Przestałam krzyczeć.
Przyciągnęłam do swojej klatki
piersiowej nogi i zwinęłam się w kłębek. Objęłam nogi i siebie w pasie, jakbym
chciała przyjąć, tzw. pozycję obronną ,,żółw” ukrywającą organy wewnętrzne.
- Nie podejdę do drzwi i ich nie
otworzę. – powiedziałam głucho na głos.
Słuchanie swojego głosu było
jednocześnie niezwykle kojące, jak i smutne, ponieważ, gdy echo w pustym
mieszkaniu już umilkło, znowu pozostała tylko cisza.
Mając w polu widzenia tylko
szaro-czerwone kafelki i kawałek szklanych drzwi, nie mogłam, nie miałam szans
zobaczyć zbliżającego się człowieka. Podjęłam próbę uspokojenia oddechu i
wstania, lecz moje mięśnie odmówiły współpracy.
- Spokojnie. Poczekasz chwilę i ta
osoba, która dzwoniła do drzwi pójdzie w diabli. – uspokajałam się, nadal
nieświadoma obecności tego człowieka, w moim domu.
Z przerażeniem
stwierdziłam, że widzę coś jeszcze. Czyjeś bose stopy stanęły za uchylonymi,
szklanymi drzwiami do łazienki. Nie ośmieliłam się podnieść głowy ; strach
sparaliżował mój umysł i ciało.
- Przepraszam, ale nie mogłem odejść.
A zwłaszcza wtedy, gdy usłyszałem twój krzyk. Coś się stało? – mówił niskim,
wręcz aksamitnym głosem pełnym troski.
Zastygłam bez ruchu. Mężczyzna
najwyraźniej chcąc sprawdzić, czy na pewno dociera do mnie sens jego słów,
złapał za klamkę i powoli otwierał drzwi. W tym momencie postanowiłam się
poruszyć. Nieznacznie podniosłam głowę i zobaczyłam jego twarz.
To była ta sama osoba,
która dzisiaj koło południa spoglądała na mnie drwiąco. Podjęłam błyskawiczną
decyzję. W jednej chwili zerwałam się z podłogi, chwyciłam leżącą na podłodze
butelkę z mydłem i wymierzyłam w drzwi od łazienki. W ciągu tych kilku sekund
między ustaleniem celu a rzutem, spojrzałam na twarz mężczyzny. Malowało się na
niej duże, jeśli nie ogromne zaskoczenie. No cóż… Przed chwilą
musiałam być dla niego, wręcz martwa… - moje myśli zdążyły uformować tylko to jedno zdanie a już
zamachnęłam nadgarstkiem i plastikowa buteleczka trafiła w cel.
Mimo, iż rzuciłam tylko
tworzywem sztucznym szkło w drzwiach rozprysnęło się na całą łazienkę. Zarówno
mojego byłego kata, jak i mnie obsypał deszcz fragmentów szkła. Skuliłam się,
ale i tak szkło dotarło do twarzy, brzucha i na plecy. Mniejsze, czy większe
boleśnie raniły skórę. Za to nieznajomy nie zbaczając na szkło, dotarł do mnie
i od razu podniósł mnie z podłogi. Widząc moje łzy i strach, wręcz szaleństwo w
moich oczach, uderzył mnie. W jeden policzek, w drugi, otwarta dłonią,
zostawiającą po sobie prezent w postaci czerwonego i piekącego śladu. Uderzył
mnie mocno. Odruchowo i bezwiednie przyłożyłam rękę do miejsca, w którym czułam
już tylko słabe ćmienie bólu i umiarkowanie bolące pieczenie. Potarłam, chcąc
przypomnieć sobie, skąd znam tego faceta.
- Nadal masz nieprzytomny wzrok.
Powinienem jeszcze raz, choć lekko cię klepnąć po policzku. – zdjął moją rękę z
twarzy i przytrzymał mi głowę. – Ale tego nie zrobię.
Mimo jego spokojnego tonu i
życzliwego uśmiechu, wcale się nie uspokoiłam. Czułam się znowu jak zwierzyna.
Przytargana w jakieś miejsce daleko od własnego domu (to, że w tym momencie
byłam u siebie, nic nie zmienia), mająca wrażenie, że zaraz zrobią jej krzywdę.
Słowa do mnie nie docierały. Dałam się ponieść instynktowi, który w tej chwili
wydawał rozkazy mojemu ciału. Marzyłam o ucieczce. Chcę uciekać – znowu jedna,
jedyna myśl. On coś
mówił.
- Nie chciałem cię zranić, wybacz.
Zamiast uderzyć jeszcze raz, mogę i chciałbym ci dać coś innego. – po tych
słowach posłał mi zniewalający uśmiech.
Chwycił moją brodę i przyciągnął mnie
do siebie. Obejmując obydwiema dłońmi moją twarz, pocałował mnie. Potem na
chwilkę się odsunął i spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem.
- Przestań płakać. – otarł swoimi
kciukami moje powieki i oczy.
A ja zrobiłam coś co mnie samą kompletnie
zaszokowało. Mimo tego, iż byłam od pasa w górę naga, to ku własnemu zdziwieniu
przylgnęłam do niego całym ciałem. Swoimi rękami objęłam go w pasie. Na
początku on sam był zaskoczony moją reakcją i w pierwszej chwili nie wiedział
za bardzo, co ma zrobić. Jednak moment później nieporadnie, ale jednak objął
mnie ramionami. Czułam na sobie jego, wręcz kojące ale silne ramiona. Po raz
pierwszy od dłuższego czasu byłam spokojna i bezpieczna. Chciałam, żeby ta
chwila trwała wiecznie. Pocałunek i uścisk przywrócił mnie do żywych i
myślących osób. Jednak po dłuższym czasie zaczęłam rozmyślać nad tym, kim jest
naprawdę osoba, do której się przytulam. Oraz dlaczego mam wrażenie, że skądś
go znam. Mężczyzna chyba wyczuł moją konsternację i zelżał nieco swój uścisk.
Przyjrzał mi się uważnie, potem lekko pocałował.
- Nie myśl za długo o tym, kim jestem
dobrze? – przyłożył mi palec wskazujący do warg – Cicho. Nic nie mów. Nie psuj
magii chwili.
__________________________
Heh... Stwierdzam, że poprawianie tekstu, korekta, nadawanie odpowiedniego wyglądu itp., jest bardziej męczące niż pisanie (co nie znaczy, że błędów nie ma - z pewnością jakieś można znaleźć). Dodatkowo, wcześniej pisałam to w brudnopisie i teraz, przepisując to dodaje mnóstwo nowych elementów, zmieniam szyk zdań i tym podobne. Chcąc wrzucić dalszą część, muszę cofać się w głąb czytać po kilka milionów razy, żeby wszystko ogarnąć. A jednocześnie pragnę dalej pisać, zwłaszcza jak już wpadnę w tzw. ,,trans''. No... Ale trudno. Liczę na to, że komuś się to spodoba i proszę o komentarze (aczkolwiek negatywne też przyjmę do siebie). Czytasz=komentujesz. ;)