czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział I.

1.


Przeglądając swoje zapłakane oblicze w lustrze, dotarła do mnie brutalna prawda.
Wspomnienia BOLĄ bardzo MOCNO.
Widok mojego byłego kata nie był przyjemny. W ogóle nie należał do miłych widoków. Ten uśmiech, gdy zauważył, że posyłam mu pełne strachu spojrzenia, mimo barierek i dzielącej nas odległości. Z trudem udało mi się powstrzymać chęć ucieczki i łzy. A on dalej przypatrywał mi się z drwiącym uśmiechem.
Koniec ze wspomnieniami. KONIEC, ty idiotko. Zaczęłam krzyczeć na samą siebie. To chore. ,,Tak samo jak ty kotku” – pełna jadu wypowiedź mojej podświadomości przelała czarę. W dodatku zahaczyłam  ręką o mydło i zrzuciłam je z szafeczki pod lustrem. To jeszcze bardziej rozsrożyło moją  intuicję, która natychmiast obrzuciła mnie serią epitetów, nienadających się do powtórzenia.
- Chciałam tylko wziąć prysznic i zmyć z siebie ten ból. – szepnęłam cicho, jakby chcąc uodpornić się i usprawiedliwić, przed wszystkim co mnie otacza. Zdjęłam marynarkę, koszulę i w końcu górną część bielizny.
Zerknąwszy mimochodem w lustro, nogi załamały się pode mną. Dosłownie.  Upadłam na zimne kafelki w łazience, nie poznając siebie i własnych reakcji.
 Mając przed oczami twarz oprawcy, zaniosłam się histerycznym śmiechem.
- Nienawidzę cię. – krzyknęłam, rzucając w ścianę butelkę mydła, która z głuchym odgłosem wróciła z powrotem na podłogę. Po chwili wydobywania z siebie dźwięku, którego chyba nie da się opisać słowami, przyszedł czas na łzy. Spodziewałam się kilku pojedynczych łez, a z moich oczu wypłynęły ich strumienie. Płakałam nieprzerwanie przez kilkanaście minut, przyciskając brzuchem i piersi do zimnej podłogi, co tylko spotęgowało we mnie rosnące uczucie samotności. Całe moje ciało dygotało od płaczu. Górna część dodatkowo drżała z zimna. Chciałam pozbyć się swego ciała jak i wszystkich uczuć.
Wyjść z siebie i stanąć obok. Wyrzec się bólu.


*

Po jakimś czasie tylko cichy szloch drgał moim ciałem. Usiadła, opierając się o ścianę kręgosłupem. Z tego miejsca miałam dobry dostęp do papieru toaletowego. Nieprzerwanie urywałam kawałek i próbowałam zatamować łzy i otrzeć zaczerwienioną i podpuchniętą twarz. Na pierwszych listkach papieru mokrego od płaczu, zauważyłam rozmazany tusz; resztki mojego dzisiejszego makijażu. I jak każdej kobiecie zapalił mi się w głowie bezpiecznik, a pod nim podpis ,,Jak ja teraz muszę wyglądać???’’

Zamarłam.
Moje rozmyślania przerwał jeden, krótki dzwonek do drzwi. Drzwi, których w tej chwili oślepiona własnym strachem i innymi emocjami bałam się otworzyć.
Strach niejedno ma imię.
A ja krzyknęłam.
Na moje szczęście, dzięki mojemu wrzasku nie usłyszałam otwierających się drzwi.
Krzyczałam na tyle, ile pozwolił mi oddech.

*


 Przestałam krzyczeć.
Przyciągnęłam do swojej klatki piersiowej nogi i zwinęłam się w kłębek. Objęłam nogi i siebie w pasie, jakbym chciała przyjąć, tzw. pozycję obronną ,,żółw” ukrywającą organy wewnętrzne.
- Nie podejdę do drzwi i ich nie otworzę. – powiedziałam głucho na głos.
Słuchanie swojego głosu było jednocześnie niezwykle kojące, jak i smutne, ponieważ, gdy echo w pustym mieszkaniu już umilkło, znowu pozostała tylko cisza.
Mając w polu widzenia tylko szaro-czerwone kafelki i kawałek szklanych drzwi, nie mogłam, nie miałam szans zobaczyć zbliżającego się człowieka. Podjęłam próbę uspokojenia oddechu i wstania, lecz moje mięśnie odmówiły współpracy.
- Spokojnie. Poczekasz chwilę i ta osoba, która dzwoniła do drzwi pójdzie w diabli. – uspokajałam się, nadal nieświadoma obecności tego człowieka, w moim domu.
Z przerażeniem stwierdziłam, że widzę coś jeszcze. Czyjeś bose stopy stanęły za uchylonymi, szklanymi drzwiami do łazienki. Nie ośmieliłam się podnieść głowy ; strach sparaliżował mój umysł i ciało.
- Przepraszam, ale nie mogłem odejść. A zwłaszcza wtedy, gdy usłyszałem twój krzyk. Coś się stało? – mówił niskim, wręcz aksamitnym głosem pełnym troski.
Zastygłam bez ruchu. Mężczyzna najwyraźniej chcąc sprawdzić, czy na pewno dociera do mnie sens jego słów, złapał za klamkę i powoli otwierał drzwi. W tym momencie postanowiłam się poruszyć. Nieznacznie podniosłam głowę i zobaczyłam jego twarz.
To była ta sama osoba, która dzisiaj koło południa spoglądała na mnie drwiąco. Podjęłam błyskawiczną decyzję. W jednej chwili zerwałam się z podłogi, chwyciłam leżącą na podłodze butelkę z mydłem i wymierzyłam w drzwi od łazienki. W ciągu tych kilku sekund między ustaleniem celu a rzutem, spojrzałam na twarz mężczyzny. Malowało się na niej duże, jeśli nie ogromne zaskoczenie. No cóż… Przed chwilą musiałam być dla niego, wręcz martwa… - moje myśli zdążyły uformować tylko to jedno zdanie a już zamachnęłam nadgarstkiem i plastikowa buteleczka trafiła w cel.
Mimo, iż rzuciłam tylko tworzywem sztucznym szkło w drzwiach rozprysnęło się na całą łazienkę. Zarówno mojego byłego kata, jak i mnie obsypał deszcz fragmentów szkła. Skuliłam się, ale i tak szkło dotarło do twarzy, brzucha i na plecy. Mniejsze, czy większe boleśnie raniły skórę. Za to nieznajomy nie zbaczając na szkło, dotarł do mnie i od razu podniósł mnie z podłogi. Widząc moje łzy i strach, wręcz szaleństwo w moich oczach, uderzył mnie. W jeden policzek, w drugi, otwarta dłonią, zostawiającą po sobie prezent w postaci czerwonego i piekącego śladu. Uderzył mnie mocno. Odruchowo i bezwiednie przyłożyłam rękę do miejsca, w którym czułam już tylko słabe ćmienie bólu i umiarkowanie bolące pieczenie. Potarłam, chcąc przypomnieć sobie, skąd znam tego faceta.
- Nadal masz nieprzytomny wzrok. Powinienem jeszcze raz, choć lekko cię klepnąć po policzku. – zdjął moją rękę z twarzy i przytrzymał mi głowę. – Ale tego nie zrobię.
Mimo jego spokojnego tonu i życzliwego uśmiechu, wcale się nie uspokoiłam. Czułam się znowu jak zwierzyna. Przytargana w jakieś miejsce daleko od własnego domu (to, że w tym momencie byłam u siebie, nic nie zmienia), mająca wrażenie, że zaraz zrobią jej krzywdę. Słowa do mnie nie docierały. Dałam się ponieść instynktowi, który w tej chwili wydawał rozkazy mojemu ciału. Marzyłam o ucieczce. Chcę uciekać – znowu jedna, jedyna myśl. On coś mówił.  
- Nie chciałem cię zranić, wybacz. Zamiast uderzyć jeszcze raz, mogę i chciałbym ci dać coś innego. – po tych słowach posłał mi zniewalający uśmiech.
Chwycił moją brodę i przyciągnął mnie do siebie. Obejmując obydwiema dłońmi moją twarz, pocałował mnie. Potem na chwilkę się odsunął i spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem.
- Przestań płakać. – otarł swoimi kciukami moje powieki i oczy.
A ja zrobiłam coś co mnie samą kompletnie zaszokowało. Mimo tego, iż byłam od pasa w górę naga, to ku własnemu zdziwieniu przylgnęłam do niego całym ciałem. Swoimi rękami objęłam go w pasie. Na początku on sam był zaskoczony moją reakcją i w pierwszej chwili nie wiedział za bardzo, co ma zrobić. Jednak moment później nieporadnie, ale jednak objął mnie ramionami. Czułam na sobie jego, wręcz kojące ale silne ramiona. Po raz pierwszy od dłuższego czasu byłam spokojna i bezpieczna. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Pocałunek i uścisk przywrócił mnie do żywych i myślących osób. Jednak po dłuższym czasie zaczęłam rozmyślać nad tym, kim jest naprawdę osoba, do której się przytulam. Oraz dlaczego mam wrażenie, że skądś go znam. Mężczyzna chyba wyczuł moją konsternację i zelżał nieco swój uścisk. Przyjrzał mi się uważnie, potem lekko pocałował.
- Nie myśl za długo o tym, kim jestem dobrze? – przyłożył mi palec wskazujący do warg – Cicho. Nic nie mów. Nie psuj magii chwili. 
__________________________
Heh... Stwierdzam, że poprawianie tekstu, korekta, nadawanie odpowiedniego wyglądu itp., jest bardziej męczące niż pisanie (co nie znaczy, że błędów nie ma - z pewnością jakieś można znaleźć). Dodatkowo, wcześniej pisałam to w brudnopisie i teraz, przepisując to dodaje mnóstwo nowych elementów, zmieniam szyk zdań i tym podobne. Chcąc wrzucić dalszą część, muszę cofać się w głąb czytać po kilka milionów razy, żeby wszystko ogarnąć. A jednocześnie pragnę dalej pisać, zwłaszcza jak już wpadnę w tzw. ,,trans''. No... Ale trudno. Liczę na to, że komuś się to spodoba i proszę o komentarze (aczkolwiek negatywne też przyjmę do siebie). Czytasz=komentujesz. ;) 

1 komentarz: