To tylko sen.
Z tymi trzema słowami na ustach obudziłam się.
Dałam się ponieść nagłemu przerażeniu i wręcz czułam jak mój mózg w szale lęku zadaje pytanie ,,Gdzie, do jasnej cholery jesteś Christine?!” . W nagłym odczuciu rozejrzałam się gwałtownie po korytarzu.
Nie pamiętając gdzie jestem, starałam się uporządkować po kolei fakty w swojej świadomości.
A więc tak:
Jestem w wąskim korytarzu; ściany są białe, nie rzadko wręcz szare z brudu. Przy złączeniu ścian z sufitem widać żółte plamy, najprawdopodobniej od mnóstwa wypalanych na korytarzu papierosów. Moje doświadczenia związane z palaczami ewidentnie na to wskazywały.
W całym pomieszczeniu znajdowało się kilkoro drzwi. Jedne, zwyczajne do biur i drobnych pomieszczeń typu schowek, przebieralnia. Drugie, potężne wykonane z ciemnego drewna wrota znajdowały się po mojej prawej stronie. A naprzeciwko mnie były drzwi protokolanta, o czym zostałam poinformowana dzięki tabliczce nad nimi. Nad innymi wejściami prowadzącymi dalej, w głąb budynku, też widniały podobne oznakowania wykonane z brązu, na których napisane były nazwy pomieszczenia i jego numer. Co jakiś czas na korytarzu stały pod ścianami także drewniane ławki. Siedziałam na jednej z nich i czułam jak nieprzyjemnie wbija mi się w tyłek. Patrzyłam bezmyślnym wzrokiem i rozglądałam się na około, cały czas próbując dociec do miejsca mojego pobytu. W końcu wróciła świadomość, a ja gwałtownie oprzytomniałam, wyrwana jakby z transu. Razem ze świadomością wróciły inne uczucia; strach i przygnębienie to najsilniejsze z nich.
Znajduję się na w korytarzu sądowym.
- Dobrze, że nikt nie widział mnie i mojego rozkojarzonego wzroku. – tym razem na głos zaczęłam rozmawiać ze sobą i zaniosłam się histerycznym śmiechem. Prędzej, czy później trafię do ,,wariatkowa”. Byłam tego pewna.
Oczywiście, jak na moje życzenie drzwi znajdujące się kilka metrów ode mnie, na przeciwległej ścianie otworzyły się z trzaskiem w zawiasach. Stanęła w nich szczupła i wysoka brunetka. Bijąca z niej radość życia (przeciwieństwo mnie) i pogoda ducha (całkowite przeciwieństwo) wytwarzały wokół niej aurę ciepła (coś o czym mogłam, co najwyżej pomarzyć). Ubrana była w króciutką zieloną spódniczkę świetnie przyciągająca uwagę na jej długie i zgrabne nogi, cieliste rajstopy i doskonale uwydatniającą biust czarną marynarkę. Całość rewelacyjnie podkreślała jej sylwetkę.
Kobieta rozejrzała się ze zdziwieniem po korytarzu. Wyraz jej twarzy zmienił się, gdy mnie zauważyła, pojawiły się na niej tylko ciekawość i zaskoczenie.
- Przepraszam, można w czymś pani pomóc? – podeszła do mnie, lekko kucnęła, tak że nasze głowy znajdowały się na tej samej wysokości – Coś się stało?
- Nie, dziękuję pani…- urwałam, gdy nagle dostrzegłam jej niezwykłe zielone oczy i zaczęłam się w nie wpatrywać jak zahipnotyzowana.
- Proszę mówić Anastasia.
- Christine, dla znajomych i przyjaciół Chris – podając jej rękę, wyjąkałam.
Uścisnęła moją dłoń, a ja poczułam jej gładką jak aksamit delikatną skórę. Miałam wrażenie, że mogę trzymać ją za ręce i patrzeć w te piękne oczy przez wieczność.
Niestety ona szynko zabrała rękę a jej oczy zaszły mgłą.
- Po co tu jesteś? – spytała głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji.
- Czekam na rozprawę o 11.30.
- Będziesz świadkiem? – znowu jej ton zmienił się. Tym razem wyrażał uprzejme zainteresowanie, co i tak było dużym plusem, gdyż słuchanie pustego głosu było co najmniej przerażające.
- Nie tym razem. W tym procesie występuję jako strona pokrzywdzona. – tym razem to ja, jakby skurczyłam się w sobie, odpowiadając niechętnie i cicho. Szczerze to chciałam, żeby już sobie poszła. Przypomniała mi coś, o czym chciałam i próbowałam tak długo zapomnieć.
- Aha… Dobrze, ja już idę. Muszę się przygotować. – ledwie dokończyła, a już zdążyła zamknąć za sobą drzwi.
Tak oto pozostawiła mnie z niemym pytaniem na ustach ,,Do czego musisz się przygotować?’’. Gdyż będąc istotą z natury ciekawską (nie raz już się na tym ,,przejechałam”) zadaje mnóstwo pytań, najczęściej sobie
Zastanawiając się nad jej niespodziewanym wyjściem i zakończeniem rozmowy, spojrzałam na zegarek. Jedenasta cztery. Hmm…. Dwadzieścia sześć minut do rozprawy. Dwadzieścia sześć minut rozmyślania nad nowo poznaną osobą, jej słowami i zachowaniem.
*
Zebrawszy się na odwagę, cztery minuty przed rozprawą weszłam na salę, aby zająć swoje miejsce obok adwokata. Otworzyłam nieśmiało drzwi i wsunęłam się cicho do środka. Rozejrzałam się czujnie po sali, niczym wypłoszona zwierzyna. Podeszłam bliżej, przekroczyłam bramkę. Powoli podążałam do wyznaczonego mi wcześniej miejsca, gdy coś mnie podkusiło i zlustrowałam wzrokiem stół sędzi oraz biurko protokolanta. Jakież było moje zdziwienie, gdy napotkałam czujnie obserwujące, świdrujące mnie i spoglądające z nad laptopa, zielone oczy.


Ciekawie się zaczyna...
OdpowiedzUsuńchoinka
Choinko... (bardzo interesujący nick, nieprawdaż?) Zaczynać ciekawie się może... Lepiej, żeby kończyło się w glorii i chwale ;). Ale to dopiero początek, prolog i ,,jaram'' się Twoim komentarzem *.*
OdpowiedzUsuń